Przełamując wrodzony wstręt do tworzenia kartek świątecznych, rozłożyłam sobie na biurku potężny stos świątecznych papierzysków, pieczątek i dodatków. Stos jest faktycznie pokaźny, bo każdego roku po szale przedświątecznych zakupów zostaje mi m/w cztery piąte tychże niekochanych przeze mnie "cudności". Wywlekłam więc cały ten majdan szukając natchnienia, ledwie jestem w stanie przedrzeć się paluchami do klawiatury i . . . czekam, może wena przyjdzie. Póki co niestety marnie z nią, co jedna kartka to gorzej i chyba się poddam, bo święta za tydzień więc już chyba nie ma sensu walczyć se sobą. Może w styczniu, jak spadnie śnieg coś mnie najdzie i będą kartki jak znalazł na przyszły sezon i wtedy nie będę zmuszona ich robić w grudniu???
Dobry plan :)))
Jak słowo daję - na więcej mnie nie stać!
Byle do świąt:)