niedziela, 11 lipca 2010

Weranda

Na wszelki wypadek, gdybym faktycznie musiała odpuścić wakacje i po operacji zostać w domu wymościłam sobie gniazdko, które ma mi choć trochę zrekompensować "stratę".
Właściwie jest to realizacja marzenia, które zaświeciło mi w głowie juz rok temu i nareszcie zaczyna przybierać finalny kształt. Miejska oaza na tyłach domu w samym centrum (małego ale jednak) miasta.


Oby pogoda pozwoliła mi się nią cieszyć!

7 komentarzy:

  1. Nie życzę Ci, żebyś musiała na tej werandzie spędzić wakacje zamiast wybyc tam, gdzie planowałaś, ale ja chętnie podyżuruję za Ciebie w tym pięknym miejscu:-) Zdrowia przede wszytskim, kiedy wróci wszystkie wakacyjne plany będą jeszcze do odrobienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. ano właśnie :) ja odkąd dorobiłam się przytulnego tarasu i miniogrodu z kotem, wcale nie cierpię za bardzo gdy wakacje spędzam w domu, choć jestem podróżnikiem z zamiłowania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkie dzięki Mrouh i wszystkim pochylającym się nad moim zdrowiem! Mam nadzieję, że ten epizod juz wkrótce będę mieć za sobą i ...nie złamię sobie czegoś w międzyczasie:)
    P.s. właśnie się rozsiadłam pod moją wisienką i popijam kawkę,...ech życie i tak jest za...biste!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta weranda jest cudowna zwłaszcza w pakiecie z tak pięknym kotem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. przytulnie w tym Twoim zakątku:)oby przyszłe wakacje były obfite w jakieś wymarzone wyjazdy

    OdpowiedzUsuń
  6. ja się pod Mrouh podpiszę:))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale cudnie w tym Twoim zakątku! I zdrowieć przyjemniej w takiej oazie zieleni :)

    OdpowiedzUsuń